• Wpisów:4
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 19:06
  • Licznik odwiedzin:1 534 / 1845 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
"Inni"

Gdy staniesz w bezsilnych myślach,
a łzy strumieniami otoczą Twoje oczy,
spójrz na ludzi inaczej...
Tak jak oni patrzą na Ciebie
i nie myśl co czują w głębi,
bo zawsze pokażą pozory.

Znasz ich tysiące,
są różni jak gwiazdy,
a inni niż wszyscy.
Dlaczego?
Bo ciągle widzisz to, co było miłe.
Gdy otworzysz oczy,
ujrzysz prawdę.
Boli? Cóż ból ma z pustką?
To tylko wspomnienia,
z czasem ulecą i pomkną jak gwiazdy.

A Ty teraz cierpisz.
Łzy lecą strumieniami i spadają bezwładnie.
Ty też taki bądź!
Egoistyczny, dystansowy, nie pokazujący nic.
I może wtedy ci wszyscy inni,
docenią kogo stracili.
 

 

„Jesteś kochana, wiesz? (…) Bo rzadko się spotyka takie osoby jak Ty!”.

„A ja dalej nie wierzę, że na Ciebie trafiłam!”.

Poznały się przypadkiem. Nie przypuszczały, że ich znajomość przetrwa tyle czasu. A jednak… w miarę, jak pisały do siebie, coraz bardziej się poznawały. W swoich rozmowach poruszały wiele spraw. Niekiedy było smutno, ale dawały radę i nawzajem się wspierały. Takiego pocieszenia jeszcze nikt nie doświadczył. Jako jedyne potrafiły napisać sobie takie słowa, które zawsze trzymały je na duchu i przypominały jak cenią siebie a przede wszystkim swoją bezcenną, szczerą i płynącą z serca pomoc. Mimo że się nie widziały, nie słyszały swojego głosu, z dnia na dzień miały wrażenie, że jednak znają się… od zawsze.
Czasami było też smutno, ale to nic w porównaniu do tego, jak zdarzało im się dostać głupawki i wypisywać sobie różne śmieszne, niepojętne dla nikogo rzeczy. Śmiały się w najlepsze i nie mogły rozstać, jak przychodziła tego pora…
Codziennie czekały tylko na ten moment, by do siebie napisać. Umacniało to ich znajomość i pozwalało dowiedzieć się o sobie czegoś zupełnie nowego. Czasem nawet nie zdawały sobie sprawę, że w wielu sprawach mają podobne zdanie, albo chociażby ten sam gust. Kto by pomyślał, że obie przepadają za śmietankowymi lodami i domowym jedzeniem?
Ale jedno jest pewne. Łączy je coś innego, specyficznego, za sprawą, czego, wytrzymują ze sobą i dalej utrzymują kontakt. No a to, że są szalone i nienormalne, to było wiadome od początku… W końcu nie na darmo nazywały się „wariatkami”. I do tego optymistycznymi, co też zobowiązuje.
Co się z nimi teraz dzieje? Tego nie wie nikt oprócz… ich samych! Wierzą, że będą dalej dla siebie takimi samymi wariatkami jak dotąd, będą razem się śmiać, płakać, a już w przyszłości zyskają okazję do spotkania się…

Ja wiem, że Twoje serce „ jest na tyle dobre, że obrosło złotem”.

„A Twoje jest cenne i lśni jak diament”.

* Z dedykacją dla mojej najukochańszej i niezwykle szalonej wariatki. Za to, że jest, wspiera mnie i śmieje się z moich bezsensownych słów. Dziękuję jej raz jeszcze z całego serca...*
 

 

W gimnazjum, do szkoły jeździł ze mną pewny chłopak, który zawsze biegł do domu jak najszybciej, gdy tylko autobus docierał na odpowiedni przystanek przy jego domu. Codziennie się z niego śmialiśmy. Nie wiedzieliśmy, że śpieszył się tak, bo chciał mieć pewność, że jego siostra nie popełniła samobójstwa, kiedy on był w szkole. Pewnego dnia nie było go na lekcjach. Po tygodniu wrócił. Przestał biegać…
Wszystkich nas to kompletnie zdziwiło. Żałowaliśmy, że tak się z niego naśmiewaliśmy. Mimo że wcześniej nikt nie odważył się do niego odezwać, ja postanowiłam porozmawiać z nim w autobusie. Chciałam się dowiedzieć, dlaczego przestał biegać. Tak naprawdę przypuszczałam, co mogło być tego powodem, ale modliłam się, żeby jednak moje założenia okazały się błędne.
Wszedł do autobusu, jako ostatni i usiadł na samym końcu. Sama świadomość, że siedzi tuż za mną nie dawała mi spokoju, a co dopiero rozmowa z nim! Strasznie się obawiałam jego reakcji. Ręce mi się trzęsły, serce niesamowicie szybko biło. Lekko odwróciłam się do tyłu, ale gdy tylko zobaczyłam jego smutne, prawie doprowadzone do łez oczy patrzące gdzieś przez okno, zrezygnowałam. Wszystko stało się dla mnie jasne. Nie musiałam pytać. Moje przypuszczenia niestety sprawdziły się.
W domu obraz jego smutnej, sposępniałej twarzy towarzyszył mi przez cały czas. Naprawdę chciałam mu pomóc, tylko nie wiedziałam jak. Przecież on był kompletnie załamany! Zwykłe podejście do niego i zaczęcie rozmowy, byłoby niekorzystne i jak najbardziej nieodpowiednie z mojej strony. Postanowiłam poczekać i obserwować go przez kolejne dni. Zapewne wydawać się to mogło dziwne, ale wtedy mało mnie to obchodziło. A w szczególności podejrzane spekulacje moich koleżanek, które uparcie twierdziły, że się w nim zabujałam. Nikt nie rozumiał, że ja tylko chciałam mu pomóc!
Codziennie starałam się mieć go na oku, ale nie zawsze mi się to udawało. Jednak chłopak wciąż był przygnębiony i zawsze trzymał się na boku. Czułam, że moje obserwacje nie przynoszą oczekiwanego skutku. Niekiedy byłam nawet przekonana, że on to widział. W efekcie postanowiłam dać sobie spokój. Nie była to moja najlepsza decyzja, jaką podjęłam w życiu, ale nie miałam wyjścia. Nie chciałam, by wiedział, że mieszam się w jego życie i uparcie próbuję dowiedzieć się o nim czegoś więcej…
Przez kolejny tydzień, chłopak ani razu nie pojawił się w szkole. Wzbudziło to moje podejrzenia i strach. Wracając ze szkoły, wysiadłam na przystanku, na którym on zawsze wychodził. Skierowałam się w pewną uliczkę i cały czas szłam przed siebie. Wokoło nie było nic, żadnego domu, posiadłości, tylko drzewa i krzewy. Towarzyszyło mi jedynie słońce, przedzierające się przez potężne konary i gałęzie roślin. Moment nieskupienia a zgłupiałabym do tego stopnia, że zaczęłabym z nim rozmawiać. Jednak w porę się ocknęłam, gdy moją uwagę przykuł mały, drewniany domek, położony w środku lasu a otoczony bujną roślinnością. Bez chwili zastanowienia zapukałam do niego, ale nikt mi nie otworzył. Czynność powtórzyłam, aż wreszcie zdecydowałam się wejść. Było tam bardzo ciemno, więc po omacku próbowałam znaleźć kontakt albo cokolwiek innego, co pozwoliłoby mi oświetlić tamto miejsce. Wreszcie znalazłam latarkę. Wielce mi pomogła i to aż do tego stopnia, że dzięki niej znalazłam na stole jakąś kartkę. Chwyciłam ją i wyszłam z domku. Usiadłam pod drzewem i ją otworzyłam.
„Jeżeli to czytasz, to znaczy, że mnie już nie ma. Po śmierci jedynej bliskiej mi osoby, jaką była i na zawsze będzie w moim sercu siostra, moje życie przestało mieć jakikolwiek sens. Nie potrafiłem się pozbierać, z dnia na dzień czułem, że nie jestem nikomu potrzebny. Wszyscy mnie unikali, byli zajęci swoimi sprawami, a mi tak naprawdę wystarczyłaby zwykła rozmowa. Nawet o pogodzie, szkole czy innych bezsensownych tematach. Jednak chyba nikt tego nie zauważył. Nikt nie odważył się na taki gest…
Moja siostra popełniła samobójstwo. To był dla mnie ciężki cios. Wiedziałem, że nie dawała rady. Praca, zajmowanie się młodszym bratem. Nie wytrzymała. Jednak, co najważniejsze, nie pomyślała o mnie! O tym, jak ja będę się czuł, gdy jej zabraknie. Przecież nie była samolubna, a jednak mimo tego, zdecydowała się na coś tak okrutnego…
Wszystko to spadło na mnie, jak grom z jasnego nieba. Codziennie myślałem o niej i zadawałem sobie pytanie, – „w czym zawiniłem”, „dlaczego to zrobiła”? Nie dawało mi to spokoju. Choć teraz, zachowuję się jak ona, wiem, że to mądra decyzja. Nic mnie tu już nie trzyma…
Na koniec, zanim to zrobię, chcę podziękować jednej osobie. Dziewczynie z równoległej klasy, która, jak udało mi się zauważyć, chyba, choć trochę się tym przejęła. Widziałem to, naprawdę. Jako jedyna zmieniła swoje nastawienie wobec mnie i była gotowa pomóc. Nie wiem, czy to przeczyta, ale jeśli tak się stanie, dziękuję jej ogromnie z całego serca. I niech nie martwi się już więcej o mnie…”
Od pierwszych słów płakałam jak głupia. Zabił się. A ja, choć mogłam mu pomóc, nie zrobiłam tego. Czułam się winna. I choć napisał, bym tego nie robiła, to było niemożliwe.
Wypłakałam się i wróciłam do domu. Uściskałam swojego starszego brata i przeprosiłam go za wszystko, co mu sprawiło przykrość przeze mnie. Był zdziwiony i gdy spytał, co we mnie wstąpiło, wzruszyłam ramionami i poszłam do swojego pokoju.
Nie potrafiłam przestać płakać. Choć próbowałam sobie wybaczyć, to nie było takie proste. Codziennie wracałam do tamtego domku i miałam nadzieję, że to głupi żart. Jednak tak się nie stało…
Minął miesiąc, a ja wciąż byłam pogrążona w smutku i bólu. Nie znałam go, nawet jego imienia. A mimo to czułam, że jest mi bardzo bliski, więc świadomość, że już więcej nie będzie jechał ze mną autobusem, nie zobaczę go w szkole, doprowadzała mnie do płaczu i bezsilności. Nie chciałam, by odszedł. Ale w końcu nie miałam wpływu na jego życie…

„Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy”.
 

 
Cześć wszystkim!
Jak sama nazwa wskazuje, jest nas dwie. Założyłyśmy tego bloga, by podzielić się z innymi naszymi odczuciami, co do tego życia, a przede wszystkim udowodnić sobie, że razem potrafimy tworzyć naprawdę świetny zespół.
Zajmujemy się tworzeniem trochę odmiennych utworów. Jedna z nas pisze opowiadania, a druga wiersze. Co prawda wspieramy się w działaniu i dążeniu do wyznaczonego celu, to jednak nie mamy wpływu na to, co kreuje nasza wizja twórcza.
Liczymy na Wasze szczere komentarze i odwiedziny na blogu!